Szóste miejsce Masiuka na koniec mistrzostw Europy. Biało-czerwoni wracają do kraju ze złotem i brązem [WIDEO]
Szóste miejsce Masiuka na koniec mistrzostw Europy. Biało-czerwoni wracają do kraju ze złotem i brązem [WIDEO]
Z dwoma medalami – złotym Katarzyny Wasick na 50 metrów stylem dowolnym i brązowym Justiny Kozan na 400 metrów stylem zmiennym – kończą udział w pływackich mistrzostwach Europy w Paryżu reprezentanci Polski. Ostatniego dnia w finale 100 metrów stylem grzbietowym popłynął Ksawery Masiuk, który zajął szóste miejsce.

Masiuk do finału dostał się z ósmym czasem półfinałów, ale w decydującym wyścigu zdołał przesunąć się o dwie pozycje. Polak uzyskał dobry rezultat i do podium stracił zaledwie 0,40 sekundy. Po starcie przyznawał, że mimo braku medalu może być zadowolony z niedzielnego występu. – Jestem zadowolony z tego czasu. Rano pierwszego dnia, w sztafecie zmiennej, popłynąłem 52,90, a teraz mamy ostatni dzień mistrzostw i przez ten tydzień sporo się wydarzyło. Do medalu zabrakło mi tylko 0,40 sekundy, więc może dało się jeszcze gdzieś trochę urwać. Ostatecznie jestem szósty z bardzo dobrym czasem. W eliminacjach trochę fartem przemknąłem do półfinału, potem wszedłem do finału z ósmego miejsca, a skończyłem na szóstym. To na pewno lepszy wynik niż dwa lata temu – mówił Masiuk.
Dla niego paryskie mistrzostwa były jednak niejednoznaczne. Z jednej strony kończył je dobrym finałem setki grzbietem, z drugiej – podobnie jak wielu jego kolegów i koleżanek – miał świadomość, że nie wszystkie występy biało-czerwonych wyglądały tak, jak oczekiwano.
– Mam mieszane uczucia po całych mistrzostwach. Czuję trochę chaosu, bo były tutaj starty dobre, bardzo dobre, złe i bardzo złe. Trudno więc jednoznacznie ocenić, w którym miejscu jesteśmy. Myślę, że te zawody powinny być powodem do dużej refleksji. Mam wrażenie, że zaczynamy trochę odstawać od reszty Europy. Widać to chociażby po sztafetach, w których mieliśmy tylko dwa finały – oceniał.
Masiuk podkreślił jednocześnie, że sytuacja nie wymaga rewolucji, a raczej poprawienia elementów, które na najwyższym poziomie decydują o różnicy między sukcesem a rozczarowaniem. – Nie uważam, że trzeba wszystko budować od podstaw. Raczej uporządkować kilka rzeczy i poprawić detale. Sam zauważyłem, że mimo doświadczenia na największych imprezach czułem tutaj jakiś niepokój. Nie chodzi nawet o kwestie sportowe – po prostu nie byłem w stu procentach spokojny. W pływaniu wiele drobnych rzeczy może się złożyć na wielki sukces, ale też małe błędy mogą stworzyć jeden duży problem. Te mistrzostwa dobrze to pokazały: mieliśmy bardzo dobre starty, ale również bardzo słabe – dodawał.
W sumie biało-czerwoni, wspierani przez sponsora głównego polskiego pływania PGE Polską Grupę Energetyczną, wystąpili w Paryżu w dziewięciu finałach. Poza medalami Wasick i Kozan oraz niedzielną szóstą lokatą Masiuka, na piątych miejscach uplasowali się Krzysztof Chmielewski (200 metrów stylem motylkowym) i Justina Kozan (200 metrów stylem zmiennym), na siódmych Jakub Majerski (100 metrów stylem motylkowym) i sztafeta kobiet 4x200 metrów stylem dowolnym (Justina Kozan, Zuzanna Famulok, Barbara Leśniewska, Aleksandra Knop), a na ósmych Michał Chmielewski (200 metrów stylem motylkowym) i sztafeta mieszana 4x100 metrów stylem zmiennym (Ksawery Masiuk, Jan Kałusowski, Zuzanna Famulok, Barbara Leśniewska).
– Dziewięć finałów, trzy rekordy Polski, więc na pierwszy rzut oka nie wygląda to źle. Pierwsze odczucie jest jednak takie, że pozostał pewien niedosyt. Trzeba dokładnie przeanalizować wszystkie starty, bo część zawodników nie wykorzystała szansy, żeby pokazać się z najlepszej strony na najważniejszej imprezie tego lata – mówił trener główny polskiej reprezentacji Bartosz Kizierowski.
Szkoleniowiec zaznaczył przy tym, że nie można całej reprezentacji oceniać jedną miarą. Zawodnicy docierali do Paryża różnymi drogami i w różnych momentach sezonu. – Jedni trenowali w górach, inni realizowali inny program, byli też juniorzy, którzy przyjechali tutaj po mistrzostwach Europy juniorów. Musimy spokojnie przeanalizować, co zadziałało, a co nie. Plan był taki, żeby przyjechać tutaj możliwie szeroką ekipą i dać szansę zawodnikom, którzy mogą myśleć o igrzyskach olimpijskich za dwa lata. Część tę szansę wykorzystała, a w przypadku innych musimy zastanowić się, w którym kierunku dalej iść, bo ewidentnie pewne elementy nie zafunkcjonowały – podkreślał.
Jednym z największych pozytywów całych zawodów był występ Katarzyny Wasick. Doświadczona sprinterka w świetnym stylu sięgnęła po złoto na 50 metrów stylem dowolnym i po raz kolejny pokazała, że wciąż należy do ścisłej europejskiej czołówki. – Mamy ogromne szczęście, że Kasia jest częścią naszej reprezentacji. Pokazuje młodszym zawodnikom, że niezależnie od wieku można się rozwijać, poprawiać detale i znakomicie przygotowywać do najważniejszych imprez. Od lat przyjeżdża na nie świetnie przygotowana i stało się to już właściwie normą – mówił Kizierowski.
Jak zaznaczał, znaczenie Wasick dla kadry wykracza daleko poza sam wynik na tablicy. – Młodzi zawodnicy mogą obserwować jej profesjonalizm, sposób przygotowania, dbanie o dietę i wszystkie szczegóły. Przy dzisiejszym poziomie pływania właśnie takie detale często decydują o sukcesie. Są one konsekwencją dobrych decyzji podejmowanych przez cały sezon, a nie tylko podczas zawodów. Mam nadzieję, że sama możliwość obserwowania Kasi pomoże młodszym zrozumieć, że w tym sporcie nie chodzi wyłącznie o wysiłek podczas treningu. Na końcowy sukces składa się znacznie więcej rzeczy – tłumaczył trener główny.
Paryskie mistrzostwa pokazały też skalę zmian zachodzących w europejskim i światowym pływaniu. Czasy pozwalające jeszcze kilka sezonów temu myśleć o finałach dziś coraz częściej nie wystarczają nawet do przejścia eliminacji. Zdaniem Kizierowskiego ten trend trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu kolejnych sezonów.
– Już przed mistrzostwami, analizując europejskie rankingi, wiedziałem, że walka o medale, finały, a czasami nawet półfinały będzie bardzo trudna. Światowe pływanie bardzo mocno przyspieszyło. Kiedyś zawodnicy szykowali szczyt formy na jedną czy dwie imprezy w roku, a dzisiaj świetne wyniki i rekordy padają praktycznie przez cały sezon – zauważył trener.
To właśnie ten element może stać się jednym z najważniejszych tematów rozmów po powrocie kadry z Paryża. – Być może jest to dla nas wskazówka, że trzeba zmodyfikować programy treningowe tak, żeby zawodnicy byli szybcy przez większą część roku. Nie chcę jednak wyciągać pochopnych wniosków. Wszystko trzeba dokładnie przeanalizować. Jedno jest pewne: można było spodziewać się, że te mistrzostwa będą bardzo szybkie, i dokładnie takie były – podsumował Kizierowski.
Koniec mistrzostw Europy dla polskich pływaków oznacza koniec sezonu. Jeszcze w tym roku, bo w grudniu, biało-czerwonych czekają mistrzostwa świata na krótkiej pływalni w Pekinie.


